Your browser does not support JavaScript!

Zależy nam na tym, aby korzystanie z naszego serwisu było dla Państwa komfortowe. W związku z tym staramy się dostosować dostępne w nim treści do Państwa preferencji i zainteresowań. Jest to możliwe dzięki przechowywaniu w Państwa przeglądarkach plików cookies oraz przetwarzaniu przez PromoTraffic Sp.z.o.o. (administratora) danych osobowych w celach analitycznych i statystycznych. Korzystając nadal z naszego serwisu, bez zmian ustawień w zakresie prywatności, wyrażają Państwo zgodę na zapisywanie w przeglądarce plików cookies. Jednocześnie informujemy, że istnieje możliwość zmiany ustawień dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce. W celu uzyskania dodatkowych informacji o zasadach przetwarzania danych osobowych oraz przysługujących Państwu w związku z tym prawach prosimy o zapoznanie się z treścią naszej Polityki prywatności

Chcesz prowadzić skuteczne kampanie reklamowe? Dowiedz się więcej o Adwords na sterydach

Wpływ sytuacji geopolitycznej na sprzedaż sprzętów elektronicznych określonych marek

5 min 38
Magdalena Woźny | 04.10.2019

Globalizacja ma wiele skutków, a jednym z nich jest niewątpliwie wymiana handlowa między różnymi krajami – w 2019 roku możemy równie łatwo kupić mydło pochodzące z Podlasia jak to z Grecji czy z Korei. Oczywiście globalny handel nie ogranicza się tylko do produktów z przemysłu mydlarskiego, a dotyczy wszystkich gałęzi, w tym niezbędnej w obecnym cyfrowym świecie elektroniki. 

Jednak cechą charakterystyczną epoki globalizacji – poza fantastycznym zróżnicowaniem dostępnych towarów – jest jego podatność na sytuację geopolityczną, np. na konflikt dwóch liderów światowej gospodarki, który jeszcze pół wieku temu nie miałby tak daleko idących skutków dla bardzo konkretnych segmentów jak np. handel elektroniką (gdyby elektronika, w dzisiejszym rozumieniu tego słowa, w ogóle istniała). 

Przeanalizujmy więc ten wpływ na przykładzie obecnego napięcia między Chinami i USA.  

Od tego wszystko się zaczęło

Pod koniec siódmej dekady XX wieku miało miejsce przełomowe wydarzenie w historii Chin, które miało daleko idące konsekwencje dla ich gospodarki i, jak się później okazało, sytuacji gospodarczej całego świata. Mam tutaj na myśli oczywiście słynne otwarcie w 1978 roku, przed którym gospodarka Chin była właściwie całkowicie zamknięta na kapitał zewnętrzny (przykładowo, u schyłku lat 70. całość importu i eksportu stanowiła tylko 12% PKB). Skutkiem otwarcia był rozwój gospodarczy na niespotykaną dotąd w historii skalę: w ciągu ostatnich 30 lat wzrost chińskiego PKB osiągnął średni poziom niemal 10% rocznie.

Państwo Środka nie odczuło też w znacznym stopniu skutków kryzysu finansowego 2007-2009, przeciwnie – kilka lat po recesji, kiedy Stany Zjednoczone i Europa wciąż pracowały nad tym, by zniwelować jej skutki, Chiny stały się największym producentem przemysłowym na świecie, kończąc ponad stuletnie „panowanie” USA w tej dziedzinie. 

Oczywistym jest więc, że osiągnięcie przez Chiny miana potęgi gospodarczej przełożyło się na wzrost napięcia politycznego ze zdetronizowanym potentatem przemysłowym: Stanami Zjednoczonymi.   

Obecna sytuacja geopolityczna – od wyborów do konfliktu

W listopadzie 2016 prezydentem USA został wybrany Donald Trump. Zarówno podczas trwania kampanii wyborczej, jak i już po objęciu urzędu zarzucał Chinom stosowanie nieuczciwych praktyk w handlu, do których zaliczył m.in. kradzież własności intelektualnej i manipulowanie walutą.  

W 2018 roku wartość importu USA z Chin wyniosła niemal 540 miliardów dolarów a wartość chińskiego importu z USA jedynie 120,3 miliarda. Powstał w ten sposób deficyt handlowy wynoszący niemal 420 miliardów dolarów. 

Aby zniwelować powstałe nierówności, Trump zdecydował się na wprowadzenie taryf, co w marcu 2018 skwitował stwierdzeniem, że wojny handlowe łatwo się wygrywa („trade wars are good, and so easy to win").  

Wszystkie powyższe czynniki doprowadziły właśnie do wybuchu wojny handlowej, czyli trwającego obecnie stanu napięcia ekonomicznego między dwiema najpotężniejszymi gospodarkami na świecie. Chiny i USA od ponad roku stawiają coraz to nowe bariery w wymianie handlowej, a rozwiązanie konfliktu nie wydaje się możliwe w bliskiej perspektywie. 

Skutki wojny handlowej dla elektroniki na przykładzie Huawei

Najbardziej znanym przykładem skutków wojny handlowej ze świata elektroniki jest niewątpliwie marka Huawei. Już w 2012 pojawiły się pierwsze zarzuty pod jej adresem na temat podsłuchów w telefonach, które zdecydowanie zyskały na sile w obliczu jednego z domniemanych powodów deficytu handlowego tj. kradzieży własności intelektualnej. W maju 2019 Huawei został wpisany przez administrację Trumpa na czarną listę, czego konsekwencją jest zakaz kontaktów handlowych między firmami z USA (jak np. Google, Nvidia, Microsoft) a chińskim gigantem.

Choć smartfony Huawei już będące na rynku będą działać bez większych zmian, istnieje ryzyko, że usługi Google i system Android będą niedostępne w ich przyszłych wersjach, ponieważ zarówno Google jak i inne firmy potwierdziły zawieszenie współpracy handlowej. I choć po szczycie G20 prezydent USA ogłosił wycofanie się z banu na produkty Huawei, jego zniesienie jest niepewne w obliczu eskalacji konfliktu w ciągu ostatnich dni.

Huawei był blisko zdobycia pozycji lidera na rynku smartphonów – jego popularność przebiła Apple’a i do „pobicia” został już tylko koreański rywal, Samsung. Niestety skutek napięcia politycznego był oczywisty – firma odnotowuje obecnie znaczne spadki w sprzedaży swoich telefonów, choć przed wprowadzeniem zakazu tylko Huawei bronił się przed ogólną tendencją spadkową w sprzedaży smartphonów.

Co poza wojną - inne czynniki

Zostawmy na chwilę wojnę handlową – napięcie między USA a Chinami nie jest przecież jedynym czynnikiem politycznym, który może wpływać na trendy w wyborach konsumenckich, a Huawei nie jest jedyną marką wśród producentów elektroniki. Spójrzmy teraz na przykład jej bezpośredniego konkurenta: Apple.

Sukces biznesowy Apple zależy w dużej mierze od niskich kosztów produkcji, co jest możliwe dzięki outsource’owaniu jej właśnie do Chin.

Pojawia się tutaj szereg czynników ryzyka:

1. Rosnący antyamerykanizm Chin może spowodować znaczny spadek sprzedaży produktów marki Apple w Państwie Środka, np. na rzecz zwiększenia udziałów rodzimych marek na rynku elektroniki. 

2. Pojawia się coraz większa presja wewnątrz USA na tworzenie „amerykańskich miejsc pracy” a więc rezygnację z outsourcingu, czemu sprzyjała narracja Trumpa już podczas kampanii wyborczej. Oczywiście przeniesienie produkcji może wpłynąć na wzrost cen produktów Apple (ze względu na wspomnianą zależność marki od taniej produkcji), a co za tym idzie spowodować spadki w sprzedaży. Nacisk na „powrót” miejsc pracy do krajów założenia firmy jest obecnie zauważalny w większości krajów, które skorzystały z możliwości, jaką dała globalizacja, to jest przenoszenia produkcji za granicę, aby zmniejszyć jej koszty. 

3. Kolejnym zjawiskiem społecznym zauważalnym m.in. w USA jest wysoki poziom niezadowolenia z istnienia znacznych różnic w przychodach i poziomie życia, czyli income inequality. To z kolei powoduje coraz większy nacisk (również międzynarodowy) na uregulowanie kwestii podatkowych, niejasnych w przypadku wielkich firm, m.in. gigantów technologicznych. Obciążenie wyższymi podatkami też mogłoby wpłynąć na ceny i – co za tym idzie – sprzedaż produktów Apple. 

4. Każda inna możliwa destabilizacja w polityce Chin – pomijamy tu omówioną już wojnę handlową – może wpłynąć na koszt produktów Apple i w konsekwencji ich sprzedaży. Doskonały przykład stanowią tutaj protesty w Hongkonku, równoległe w czasie do konfliktu z USA. Poza oczywistym wpływem stabilności wewnętrznej Chin na ryzyko wzrostu kosztów produkcji, mamy tu do czynienia z następującym skutkiem sytuacji politycznej: protesty spowodowały straty w hongkońskiej giełdzie wynoszące 600 miliardów dolarów i około 40% spadek w liczbie nabywców dóbr luksusowych, do których zalicza się elektronikę – dlatego różne firmy, w tym Apple, odnotowują skutki sprzedaży w tamtym rejonie.  

5. Huawei nie jest jedyną firmą pod adresem której pojawiły się zarzuty co do „szpiegowania” swoich użytkowników – pojawiały się podobne głosy odnośnie Apple, szczególnie w kontekście asystenta głosowego Siri i usługi Apple Music. Niespodziewany sukces Apple jako usługodawcy streamingu muzyki i rosnąca świadomość społeczna co do prawa użytkowników do prywatności mogą przełożyć się na polityczną presję ograniczenia działalności firmy (np. pod pretekstem prewencji monopolizacji), co oczywiście wpłynęłoby na jej wyniki sprzedażowe. 

W ten sposób dochodzimy do mało optymistycznego wniosku – nieprzewidzianym skutkiem globalizacji jest to, że właściwie najmniejsza zmiana w stosunkach politycznych dowolnych państw może wpłynąć na sprzedaż produkowanych przez nie dóbr, w tym oczywiście elektroniki. Ale niestałość sytuacji geopolitycznej jest tutaj tak samo zaletą jak i wadą – bo nic nie trwa wiecznie, nawet wojna handlowa. 
 

Magdalena Woźny

Osoby piszącej ten tekst nie ma już wśród pracowników PromoTraffic. Jesteśmy pewni, że doświadczenie zdobyte w naszej firmie sprawiło, że radzi sobie ona wyśmienicie w dalszym życiu zawodowym. Spodobał Ci się ten artykuł? Dołożyliśmy starań, by pozostałe były równie dobre i ciekawe! Piszemy o aktualnych tematach branżowych, śledzimy najnowsze trendy, analizujemy rynek i dzielimy się doświadczeniem. Wpisy na PromoBlogu pojawiają się mniej lub bardziej regularnie – w oczekiwaniu na nowe teksty polecamy przejrzeć nasze archiwum!

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
ebook image

Darmowy ebook

Zapisz się do naszego newslettera, a my podeślemy Ci e-booka "od briefingu do kickoffu - Jak dobrze zacząć współpracę (nie tylko z agencją)" bezpośrednio na Twoją skrzynkę.