• 0
    • 8 min
    Bartosz Błęka
    Napisane przez
    Bartosz Błęka

    Ostatnie lata nie są łatwym okresem dla Marka Zuckerberga. Obfitowały one bowiem w liczne skargi oburzonych użytkowników Facebooka. Najpierw nagonka z powodu niesłusznego (przynajmniej zdaniem właścicieli kont) blokowania profili, później nieszczęsny wyciek danych do Cambridge Analytica, a ostatnio krytyka dotycząca akceptacji treści negujących Holokaust. Facebookowi obrywa się więc zarówno za „zamykanie ludziom ust”, jak i tolerowanie kontrowersyjnych treści. Wszystko w imię bardzo rozbudowanego i nieco zawiłego regulaminu, który ma tworzyć z portalu miejsce przyjazne dla wszystkich.

    W teorii brzmi sensownie? A ile razy Tobie Facebook bezpodstawnie zablokował jakąś publikację?

     

    Facebookowa persona non grata

    Rzucając okiem na treści niedozwolone na Facebooku, łatwo stworzyć w myślach obraz osoby, która nie powinna tam mieć w ogóle możliwości publikowania. Byłby to zatem człowiek udostępniający nacechowane przemocą materiały pornograficzne, służące do atakowania innych użytkowników. To wcielenie zła podszywałoby się przy tym pod inną osobę i zamęczałoby społeczność spamem. Idę o zakład, że znalazł się niejeden taki, który spróbował złamać wszystkie przykazania portalu na raz. Przypuszczam też, że nie zabawił on na Facebooku długo, bo właśnie pozbywaniu się takich patologii służą Standardy społeczności.

    Wszystko wydaje się więc oczywiste. Wystarczy przestrzegać dość jasnego regulaminu Facebooka, żeby nie martwić się o zablokowanie konta czy usunięcie konkretnych treści. Skąd więc biorą się nieporozumienia?

     

    Różne definicje standardów

    W 2016 i 2017 roku administratorzy polskich profili publikujących prawicowe treści skarżyli się na blokowanie swoich stron na Facebooku. Ofiarą cenzury padły między innymi konta Marszu Niepodległości, Ruchu Narodowego, Młodzieży Wszechpolskiej czy Obozu Narodowo-Radykalnego. Strony mogły być zablokowane na podstawie zgłoszeń ze strony użytkowników oraz działań botów filtrujących treść. Pracownicy Facebooka weryfikują jednak takie decyzje, co często kończy się odblokowaniem profili. Tak było i w powyższych przypadkach.

    Zdarzało się więc, że Mark Zuckerberg musiał przepraszać użytkowników – jak na przykład podczas przesłuchania przed Kongresem Stanów Zjednoczonych w kwietniu tego roku. Zapytano go wtedy o zablokowane przez Facebook ogłoszenie dotyczące studiów teologicznych na Franciszkańskim Uniwersytecie w Steubenville. Reklama uczelni zawierała wizerunek ukrzyżowanego Jezusa, wobec czego została uznana za „szokującą”, „nadmiernie brutalną” i „sensacyjną”. CEO Facebooka przeprosił za tę decyzję i przyznał, że jego firma popełniła błąd. Zaznaczył jednak, że kilka takich przypadków nie powinno determinować opinii na temat stronniczości całego systemu.

     

     

    O słuszności zgłoszeń użytkowników oraz zachowania botów może świadczyć na przykład przypadek blokowanego wcześniej profilu Obozu Narodowo-Radykalnego, który na dobre został zbanowany przez Facebook kilka miesięcy temu. Organizacja złamała bowiem punkty regulaminu dotyczące propagowania nienawiści, co oznacza, że zdaniem cenzury atakowała osoby na podstawie cech chronionych, czyli rasy, narodowości, przynależności religijnej czy etnicznej, płci i orientacji seksualnej, a także niepełnosprawności lub choroby.

    Facebook to nie miejsce dla golasów

    Algorytmy odpowiadające za blokowanie treści na Facebooku pozostawiają wiele do życzenia. Dmuchając na zimne, cenzurują content, który nie łamie żadnych punktów regulaminu. Doskonałym przykładem jest nagość. O ile nagie zdjęcia użytkowników rzeczywiście są wbrew Standardom społeczności, o tyle trudno powiedzieć to samo na temat dzieł Rubensa. Flamandzki malarz z przełomu XVI i XVII stulecia przejawiał istne zamiłowanie do golasów. Jego dzieła przyczyniły się nawet do ukucia terminu „rubensowskie kształty”. Absurdalna więc wydaje się aktywność Facebooka polegająca na blokowaniu fotografii przedstawiających te obrazy, a właśnie takich problemów doświadcza Flamandzka Izba Turystyczna.

     

     

    Organizacja wystosowała list otwarty do Marka Zuckerberga w tej sprawie. Przy okazji całkiem zgrabnie wypromowała flamandzkie malarstwo, publikując choćby prześmiewczy filmik na YouTube. Widać na nim, jak facebookowa policja zjawia się w muzeum sztuki i w trosce o bezpieczeństwo użytkowników mediów społecznościowych zabrania im oglądania obrazów zawierających nagość. Reakcje zwiedzających – bezcenne.

     

    W Standardach społeczności Facebook tłumaczy: Ograniczamy wyświetlanie materiałów przedstawiających nagość lub aktywność związaną z seksem, ponieważ niektórzy członkowie naszej społeczności mogą być wrażliwi na takie treści. Ponadto domyślnie usuwamy materiały przedstawiające nagość i treści pornograficzne, aby uniemożliwić rozpowszechnianie treści bez zgody przedstawionych w nich osób oraz aby chronić osoby małoletnie.

    Facebook zaznacza przy tym, że dozwolone jest publikowanie takich treści w celach edukacyjnych, humorystycznych lub satyrycznych. Dodaje też – co ważne dla Rubensa: Zezwalamy także na publikację zdjęć obrazów, rzeźb i innych dzieł sztuki przedstawiających nagie postacie. Automatyczne filtry utrudniają więc publikację tego typu treści, lecz jej nie uniemożliwiają. Pozostaje tylko pytanie – gdzie w dzisiejszych czasach leżą granice sztuki?

     

    Mordercze wyciskarki, czyli zasady dotyczące reklam

    Reklamy, podobnie jak każda inna treść na Facebooku, nie mogą naruszać Standardów społeczności. Zabronione jest więc promowanie między innymi:

    • nielegalnych produktów lub usług,
    • broni, amunicji i materiałów wybuchowych,
    • wyrobów tytoniowych, narkotyków i niebezpiecznych suplementów,
    • erotyki oraz produktów dla dorosłych (antykoncepcję można reklamować pod warunkiem, że materiały koncentrują się wyłącznie na kontrolowaniu płodności, a nie na przyjemności czy sprawności seksualnej).

    Takie zasady również niejednokrotnie prowadzą do absurdów. Nawet w naszej agencji zdarzały się przypadki, gdy Facebook blokował reklamy wyciskarek do soków, rozpoznając je jako broń palną. W tym przypadku wystarczyło zgłoszenie posta do ręcznej akceptacji. Cóż, facebookowym botom wciąż daleko do doskonałości…

     

     

    Dość restrykcyjnie przedstawiają się na Facebooku zasady dotyczące treści nacechowanych seksualnie. W reklamach zabroniona jest nagość – nawet sugerowana, natury artystycznej czy edukacyjnej ­– z wyjątkiem posągów! (uf, Michał Anioł odetchnął z ulgą) – widoczna zbyt duża powierzchnia skóry lub dekoltu (nawet niemająca seksualnego charakteru), obrazy koncentrujące się na poszczególnych częściach ciała oraz treści zawierające aluzje do aktywności seksualnej.

     

     

    W PromoTraffic zdarzyło nam się na przykład napotkać opory ze strony Facebooka przy próbach reklamowania leczenia otyłości. Problemem była koncentracja na obrazie idealnego ciała. Niedozwolone jest bowiem przedstawianie w materiałach promocyjnych osób o doskonałym ciele, ale również tych z niedostatkami figury. Pytanie brzmi: kto nam pozostaje?

     

    Facebook nie pozwala też na reklamy przypisujące lub sugerujące cechy osobowe, takie jak na przykład rasa, orientacja seksualna, schorzenia, a nawet wiek czy imię i nazwisko. Często blokuje pozornie niewinne treści, rozpoznając je jako odwołujące się do tych cech użytkownika. Kluczem bywa nawet słowo „inne” – jak w poniższych przykładach. Wszystko sprowadza się więc do tego, by użytkownik nie miał wrażenia, iż reklamodawcy wiedzą o nim za dużo. A nie wiedzą?

    Facebook uniemożliwił specjalistom PromoTraffic na przykład promocję leczenia bezdechu sennego. Argumentem stała się właśnie sugestia, że grupa odbiorców reklamy cierpi na tę dolegliwość. Odwołanie do cech chronionych jest jednym z najczęstszych powodów blokowania reklam przez FB, przez co problematyczne staje się promowanie usług i produktów kierowanych do konkretnych grup – na przykład domów opieki, leczenia określonych schorzeń czy biur matrymonialnych.

     

    O skutecznym wykorzystywaniu płatnych reklam na profilu swojej firmy przeczytacie w tekście Martyny o tym, jak sprzedawać na Facebooku.

     

    Siedzę za niewinność, czyli jak odblokować konto na Facebooku

    Facebook może nałożyć na nasze konta różnego rodzaju ograniczenia. Zależnie od skali wykroczeń będzie to ostrzeżenie, blokada Messengera, brak możliwości wysyłania zaproszeń do znajomych bądź komentowania. Wtedy trzeba swoją karę „odsiedzieć”, zazwyczaj automatycznie dobiega ona końca po kilku dniach. Może się jednak zdarzyć, że nasz profil zostanie całkowicie zbanowany i stracimy do niego dostęp. Jak odblokować konto FB w takiej sytuacji? Należy skorzystać z prawa do odwołania się od tej decyzji. Służy do tego specjalny formularz. W niektórych przypadkach nasze konto może jednak zostać zablokowane bez ostrzeżenia – profile zbanowane za poważne naruszenia Standardów społeczności nie zostaną przywrócone.

    W agencjach marketingu internetowego częściej zmierzymy się jednak z problemem braku akceptacji postów reklamowych ze strony Facebooka. Co wtedy? Bardzo często wystarczy prośba o ręczną akceptację materiału. W celu odwołania się od decyzji o niezatwierdzeniu reklamy, należy wypełnić formularz i określić powody takiego stanu rzeczy. Pracownicy portalu rozpatrzą odwołanie i ustalą, czy rzeczywiście nie było podstaw do odrzucenia reklamy.

    W przypadku, gdy to Facebook ma rację, nasza reklama wcale nie jest skazana na niebyt. Wystarczy wprowadzić w niej zmiany, tak aby była zgodna z wymaganiami portalu. Po edycji zostanie ona ponownie przesłana do zatwierdzenia.

     

    Jak nie narazić się Facebookowi?

    Standardy społeczności Facebooka obejmują wiele reguł, których nieprzestrzeganie może skutkować blokowaniem treści, a nawet całych profili. Trudno się dziwić, biorąc pod uwagę fakt, że za pośrednictwem tego medium promuje się ok. 5 milionów reklamodawców. Takie wydarzenia jak kupowanie przez Rosjan reklam tworzących podziały polityczne przed amerykańskimi wyborami prezydenckimi zmuszają Zuckerberga do restrykcyjnej kontroli. Oceniana jest więc nie tylko zawartość reklam, ale też kontekst ich kupna i docelowi odbiorcy.

    To oczywiste, że czasem decyzje dotyczące blokowania treści będą zupełnie niezrozumiałe. Stanowiąc część facebookowej społeczności, powinniśmy to jednak zaakceptować. Jeśli jesteśmy pewni, że nasze posty nie łamią regulaminu, śmiało odwołujmy się od niekorzystnych decyzji. Przecież za armią robotów obecni są prawdziwi ludzie, rozumiejący kontekst i – według zapewnień Zuckerberga – zachowujący obiektywność.

    Facebook za wszelką cenę chce zachować wizerunek tolerancyjnego medium, zachęcającego do wymiany opinii. Zuckerberg posunął się nawet do tego, że nie będzie blokował wpisów negujących Holokaust. Choć sam jest Żydem i zapewnia, iż uważa takie treści za obraźliwe, nie widzi konieczności ich usuwania, gdyż jego zdaniem niektórzy ludzie się po prostu mylą, a ich zachowanie nie musi być celowe.

    Częściej jednak przykazania Facebooka działają w drugą stronę i treści banowane są „na wszelki wypadek”. W końcu łatwiej je później odblokowaćniż płakać nad rozlanym mlekiem.

     

     

     

    Dodaj komentarz

    Bądź pierwszy!

    Powiadom o
    avatar
    wpDiscuz